Droga krwi
Marek Krajewski
Książka
| Wydawnictwo: | Znak |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | I |
| Liczba stron: | 480 |
| Format: | 140x205 |
| Rok wydania: | 2026 |
O książce Droga krwi
Wałbrzych, Jawor, Wrocław, Zamek Książ. Mistrzowski kryminał u stóp dolnośląskich gór. I tom serii wałbrzyskiejW krainie fałszywego złota namiętność i chciwość prowadzą do zbrodni
Galgenberg, Wzgórze Szubieniczne w sercu Wałbrzycha. Blady świt splamiony krwią. Przypadkowy przechodzień odkrywa zmasakrowane ciała dwojga kochanków. Jakie jeszcze makabryczne tajemnice skrywa miasto białego i czarnego złota?
Młody psychiatra Herbert Anwaldt zaczyna pracę wśród syfilityków w szpitalu górniczym. U boku pięknej Friedy Bernhaus, lekarki zafascynowanej Freudem, doskonali sztukę medyczną i… miłosną.
Tymczasem z książęcej kopalni uciekają niebezpieczne więźniarki. Gang Wilczyc, zbiegłych zbrodniarek, szmugluje przez Góry Odrzańskie odurzający eter, usuwając każdego, kto stanie im na drodze. Na mieszkańców – i samego Anwaldta – pada blady strach…
Szczegółowe informacje na temat książki Droga krwi
| Wydawnictwo: | Znak |
| EAN: | 9788384270837 |
| Autor: | Marek Krajewski |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | I |
| Liczba stron: | 480 |
| Format: | 140x205 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-06-03 |
| Język wydania: | polski |
| Język oryginału: | polski |
| Podmiot odpowiedzialny: | Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o. Tadeusza Kościuszki 37 30-105 Kraków PL e-mail: [email protected] |
Podobne do Droga krwi
Inne książki Marek Krajewski
Inne książki z kategorii Kryminał
Oceny i recenzje książki Droga krwi
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Jeśli mieliście okazję poznać twórczość Marka Krajewskiego, to wiecie, że jest urodzonym gawędziarzem. Że spod jego pióra wychodzą wielowątkowe kryminały retro z intrygującą fabułą i wyrazistymi bohaterami, osadzone w skrupulatnie odtworzonych realiach historycznych. Lektura najnowszej powieści autora, pierwszego tomu serii wałbrzyskiej, „Drogi krwi”, miała dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowy i osobisty charakter, bo zaledwie dwa tygodnie temu miałam zaszczyt podążać śladami bohaterów, a moim przewodnikiem był nie kto inny, jak sam autor. Wejście na złowrogie i jednocześnie jakże urokliwe Wzgórze Wisielców, konfrontacja z surową architekturą szpitala górniczego, w którym pracował główny bohater Herbert Anwaldt, czy spacer zaułkami starego miasta ożywionego opowieściami autora, to wszystko sprawiło, że podczas czytania granica między fikcją a rzeczywistością niemal się zatarła. Wraz z głównymi bohaterami trafiamy do przedwojennego Wałbrzycha, „miasta gór, węgla i porcelany”, gdzie jesteśmy świadkami fascynujących, a zarazem przerażających kontrastów. Od arystokratycznego blichtru Zamku Książ, po sale szpitala dla syfilityków, brutalność więzienia dla kobiet w Jaworze czy mroczną codzienność pogranicza prusko-czechosłowackiego. Autor z właściwą sobie werwą i drapieżnym, momentami wręcz czarnym humorem, jak choćby przy pełnych ekspresji portretach więźniarek z Jawora, tka skomplikowaną sieć zależności między bohaterami, z których każdy niesie własny ciężar specyficznych słabości. Bo ta powieść to nie tylko wielowątkowa intryga kryminalna związana z przemytniczym procederem, ale przede wszystkim niezwykle hipnotyzujące studium ludzkich namiętności, chciwości i upadku. W prozie autora zawsze najmocniej zachwyca mnie absolutny kunszt językowy. Pisarz z elegancją potrafi żonglować detalami z epoki, podsuwając nam takie smaczki jak filiżanki z półeczką dla wąsaczy, by za chwilę uderzyć surowym, naturalistycznym opisem fizyczności. Tym razem jednak dodatkowo zaskoczył mnie odwagą w ukazaniu skandalicznego na ówczesne czasy romansu głównego bohatera z dużo starszą od niego kobietą, jak i bardzo sugestywnymi opisami scen miłosnych. Nadal pozostaję pod wrażeniem! Choć legendarny komisarz Eberhard Mock gra tu drugie skrzypce, jego rola nie pozostaje bez znaczenia. Uciekając przed wrocławskimi problemami dyscyplinarnymi, wpada prosto w oko cyklonu wałbrzyskiej afery, a jego słynne, bezwzględne metody śledcze, zwane przez niego „imadłem”, tym razem zostaną przetestowane na nim samym przez lokalne układy polityczno-obyczajowe. Przy czytaniu „Drogi krwi” zdecydowanie można stracić poczucie czasu. Jej lektura to prawdziwa uczta literacka, która porywa i zostawia z ogromnym apetytem na więcej. Jeśli więc jesteście gotowi na fascynującą podróż w czasie, to nawet się nie zastanawiajcie. Gwarantuję, że ta powieść pochłonie Was bez reszty, dokładnie tak samo, jak pochłonęła mnie.
Herbert Anwaldt wraca, by złamać czytelnika na kawałki. Marek Krajewski po raz kolejny dowodzi, że jest mistrzem mrocznego kryminału retro. „Droga krwi” to drugi tom serii o komisarzu Anwaldcie i jeśli pierwszy Was nie przekonał, ten rozłoży Was na łopatki. Pierwsze wrażenie? Gęsty, wilgotny klimat przedwojennego Wrocławia. Czujesz zapach deszczu, strachu i zgnilizny moralnej. Marek Krajewski nie daje taryfy ulgowej – od pierwszych stron czuć, że to będzie ciężka, brudna robota. Herbert Anwaldt staje przed sprawą, która sięga znacznie głębiej, niż sugerują pierwsze tropy. Mord, manipulacja, polityczne układy. Autor prowadzi nas przez labirynt, gdzie każdy może być winny, a najmniej oczywiste rozwiązanie okazuje się najbardziej bolesne. Herbert Anwaldt to nie jest sympatyczny dziadek. To sfrustrowany, zmęczony życiem urzędnik, któremu sumienie nie daje spać. I właśnie za to go kochamy. Jego wewnętrzne rozterki i samotność biją z kartek tak mocno, że momentami trzeba odłożyć książkę, by zaczerpnąć tchu. Emocje? Niepokój, smutek, bezsilność, ale też iskra nadziei, że nawet w tym błocie można być przyzwoitym. Akcja pędzi, ale nie po łebkach. Marek Krajewski buduje napięcie misternie – raz zwalnia, by oddać klimat epoki, kiedy indziej gna jak pociąg. . Dialogi ostre, sceny brutalne, ale zawsze w granicach dobrego smaku. Język? Soczysty z nutą przedwojennego żargonu policyjnego. Czytając, słyszysz niemal chrzęst butów na bruku. To nie jest typowy kryminał o zorganizowanej grupie przestępczej czy seryjnym mordercy. To dużo bardziej skomplikowana układanka, w której główny bohater, młody psychiatra Herbert Anwaldt, wkracza w świat, gdzie przestępczość i polityka przenikają się nawzajem. W 1926 roku, w Wałbrzychu, wstrząśniętym kryzysem gospodarczym, dochodzi do makabrycznego odkrycia – na Wzgórzu Szubienicznym odnaleziono zmasakrowane ciała dwojga kochanków. Głównym bohaterem i "okiem" czytelnika jest Anwaldt. Rozpoczynając pracę w szpitalu dla górników chorych na kiłę, u boku doktor Friedy Bernhaus, szybko odkrywa, że w tym sudeckim miasteczku żadna ze sfer nie jest wolna od winy. Autor, Marek Krajewski, odtwarzając realia epoki, buduje wyjątkowo autentyczny i sugestywny obraz miasta: napięcia na tle społecznym, dramat górników pracujących w skrajnie trudnych warunkach, atmosferę zagrożenia, w której pod osłoną gór kwitnie przestępcze życie. Każda nowo odkryta poszlaka odsłania kolejne, mroczne warstwy tej historii. Dla kogo? Jeśli lubisz kryminały historyczne, gdzie tło obyczajowe gra pierwsze skrzypce – to pozycja dla Ciebie. Spodoba się fanom Mroza, Chmielarza. Uwaga: sporo brutalności i mroku – nie dla wrażliwców. Moja ocena: 9/10 BRUNETTE BOOKS
Kupiłem nową książkę Krajewskiego bez wahania, bo wiem, czego się spodziewać – i po raz kolejny się nie zawiodłem. W Drodze krwi znowu mamy ten świetny, surowy styl, który sprawia, że czujesz zapach taniego tytoniu i deszczu na bruku. Autor jak zwykle nie bawi się w sentymenty, tylko serwuje konkretną intrygę i mroczne tajemnice. To taka książka, przy której zapominasz o całym świecie, bo po prostu musisz sprawdzić, co wydarzy się na kolejnej stronie. Jeśli lubisz, jak historia miesza się z porządnym kryminałem, to bierz w ciemno.
(...) bo powaga przystoi, gdy się wstępuje na nową drogę życia. A była to droga krwi i śmierci”. Kolejny kryminał retro, który wyszedł spod pióra Marka Krajewskiego „Droga krwi”, otwiera nową serię Wałbrzyską. Nie martwcie się jednak, „starych znajomych” również będzie można tutaj spotkać. Jednak głównym bohaterem tej serii jest młody psychiatra Herbert Anwaldt, którego poznałam przy okazji czytania „Głos z piekła”. Zatem znany niektórym już Herbert obejmuje posadę w szpitalu górniczym w Wałbrzychu. Został on z niechęcią „wypuszczony spod skrzydeł” swego Profesora z Tybingi. Jednak przetrwanie zwyciężyło, bo trzeba za coś żyć. Zatem nowa posada asystenta w szpitalu w Wałbrzychu powoduje, że staje się podwładnym doktor Friedy Bernhaus. Kobieta starsza od niego o jedenaście lat zaczyna wywierać na młodym lekarzu coraz większe wrażenie. Wspólna praca, wspólne wyjazdy do pacjentów, chociażby do więzienia dla kobiet, które mają zostać przewiezione do pracy w kopalni i być pod stałą kuratelą strażników, coraz bardziej zbliża ich do siebie. Po pewnym czasie owe więźniarki uciekają. Wielce obiecującą wizję przyszłości na wolności roztoczył przed nimi Szatanor, potwór w masce przeciwgazowej. Kobiety przystają na ten układ i stają się przemytniczkami. Szmuglują eter z zza granicy Czechosłowackiej. A każdego, kto stanie im na drodze usuwają. Ich przemytnicza droga, to droga krwi... Książka napisana w jedynym i niepowtarzalnym klimacie tworzonym przez Pana Marka. Pomiędzy opisy przyrody i otoczenia wtrąca garść ciekawostek oraz faktów historycznych. W trakcie jego narracji czytelnik czuje, że widzi tamte czasy. Bibliofil ma wrażenie, że uczestniczy we wszystkich opisywanych wydarzeniach. Narracja autora tak na mnie oddziałowuje, że mam wrażenie, iz jestem każdą z barwnych postaci lektury. Lektury, od której trudno się oderwać. Nie zmienia to faktu, że książka mówi o przemytniczym procederze i można by rzec „rywalizacji gangów”. To książka dla tych, którzy lubią nieoczywiste rozwiązania. To książka dla tych którzy nie boją się brutalnych opisów i dla tych, którzy chcą się z takimi zmierzyć po raz pierwszy. Dla wszystkich, którzy są ciekawi losów młodego Anwaldta. Dla tych, którzy są spragnienie przenieść się w okolice Wałbrzycha chociażby na kartach powieści. Polecam!
Po lekturze „Głosu z piekła” miałam wobec „Drogi krwi” bardzo duże oczekiwania. Choć tym razem Marek Krajewski nie skłonił mnie do aż tylu refleksji, to i tak stworzył powieść, od której trudno się oderwać. To historia, która wciąga od pierwszych stron i konsekwentnie prowadzi czytelnika przez mroczny świat tajemnic, intryg, przemocy i ludzkich namiętności. Akcja rozgrywa się w Wałbrzychu roku 1928, który nie jest jedynie tłem wydarzeń, lecz pełnoprawnym bohaterem tej opowieści. To miasto ciężkie od kopalnianego pyłu, wilgoci i przemysłowego zgiełku zdaje się żyć własnym życiem. Krajewski z ogromną dbałością o szczegóły buduje atmosferę niepokoju, dzięki czemu łatwo zanurzyć się w wykreowanej przez niego rzeczywistości. Punktem wyjścia dla fabuły jest makabryczne odkrycie na Wzgórzu Szubienicznym, Galgenbergu. Znalezienie dwóch ciał uruchamia śledztwo, które prowadzi coraz głębiej w mroczne zakamarki miasta i ludzkiej psychiki. W centrum wydarzeń ponownie znajduje się Herbert Anwaldt, młody psychiatra wierzący w siłę nauki, logiki i racjonalnego myślenia. Z czasem jednak musi zmierzyć się z rzeczywistością, w której rozum przestaje wystarczać, a zło rozprzestrzenia się błyskawicznie, bo jak mówi jedno z powracających w powieści zdań: „gdzie sępy, tam padlina”. Pojawia się więc pytanie, czy pozostanie wierny swoim zasadom, czy też wydarzenia, w które zostaje uwikłany, popchną go na tytułową drogę krwi? Ważnym elementem powieści jest również relacja Anwaldta z Friedą Bernhaus, piękną, inteligentną i niezależną lekarką, zafascynowaną psychoanalizą Freuda. Ich burzliwy i nieoczywisty romans, łączący młodego studenta psychiatrii ze starszą od niego o jedenaście lat kobietą i wnosi do historii dodatkowe emocje, stając się jednym z kluczowych wątków książki. W tle pojawia się także Eberhard Mock. Choć jego drogi z Anwaldtem jeszcze się nie przecinają, autor wyraźnie przygotowuje grunt pod ich przyszłe spotkanie. Tymczasem lokalne układy polityczno-obyczajowe sprawiają, że legendarne „imadło”, którym zwykle dociskał innych, tym razem zaczyna zaciskać się na nim samym. Dużą rolę odgrywają również Góry Wałbrzyskie, stające się areną brutalnej walki o przetrwanie. Ich dzika natura oraz legenda Liczyrzepy tworzą idealne tło dla narodzin Szatanora, tajemniczej postaci w masce przeciwgazowej, przypominającej mieszkańcom demona zwiastującego śmierć. Atmosferę zagrożenia dodatkowo wzmacniają barwne i niebezpieczne postacie, od lokalnych przemytników po krwawy gang „Wilczyc”, tworzony przez zbiegłe więźniarki. W tym świecie każdy skrywa jakąś tajemnicę, a poczucie bezpieczeństwa okazuje się jedynie chwilowym złudzeniem. Na klimat powieści mocno pracują również miejsca związane z historią regionu: Wałbrzych, Jawor, Zamek Książ, kopalnie czy fabryka porcelany. Wszystkie te elementy tworzą wiarygodne i sugestywne tło dla opowieści o przemocy, chciwości, obsesjach i namiętnościach. Bardzo dobrze wypada także warstwa historyczna. Niemieckie toponimy oraz obecność księżnej Daisy i księcia Hansa Heinricha XV von Pless nadają fabule autentyczności i mocniej osadzają ją w realiach epoki. Autor wielokrotnie nawiązuje do wydarzeń przedstawionych w powiesci "Głos z piekła", jednak ich znajomość nie jest konieczna, by w pełni zrozumieć tę historię. „Droga krwi” to powieść mroczna, gęsta i momentami brutalna. Opowiada o świecie, w którym granice między nauką, instynktem i moralnością stopniowo się zacierają. Dostarczyła mi wielu emocji i pozostawiła po sobie poczucie obcowania z doskonale skonstruowaną, klimatyczną historią. To udane otwarcie cyklu "Waldenburg", które skutecznie rozbudza ciekawość i sprawia, że z chęcią sięgnę po kolejny tom.