Być może się wydarzyło Lu Min Książka
| Wydawnictwo: | Znak Literanova |
| Rodzaj oprawy: | Okładka twarda |
| Wydanie: | I |
| Liczba stron: | 192 |
| Format: | 110x185 |
| Rok wydania: | 2026 |
Kup w zestawie
O książce Być może się wydarzyło
Dla wszystkich, których głos niknie w zgiełku świata.W dynamicznej chińskiej metropolii, która nigdy nie zasypia i gdzie samotność nieustannie krąży pośród tłumu, młoda kobieta o imieniu Mimi odbiera sobie życie.
Dziennikarz dostaje pięć dni na napisanie najważniejszego artykułu w swojej karierze. Śmierć kobiety staje się początkiem śledztwa, które prowadzi go do samego środka cyfrowego świata, w którym mężczyzna usiłuje odnaleźć prawdziwe relacje i emocje.
•
Lu Min, jedna z najciekawszych współczesnych chińskich pisarek, opowiada uniwersalną historię: o samotności skrywanej pod filtrami, o presji, która nie zna granic, i o pokoleniu, które żyje w świetle ekranów, a mimo to desperacko szuka bliskości. To nie tylko śledztwo w sprawie samobójstwa; to również prowokujące pytanie o to, dlaczego wciąż tak trudno nam usłyszeć krzyk tych, którzy znikają. Bo historia Mimi to nie jednostkowy dramat, lecz głos całego pokolenia.
Szczegółowe informacje na temat książki Być może się wydarzyło
| Wydawnictwo: | Znak Literanova |
| EAN: | 9788383678702 |
| Autor: | Lu Min |
| Tłumaczenie: | Katarzyna Sarek |
| Rodzaj oprawy: | Okładka twarda |
| Wydanie: | I |
| Liczba stron: | 192 |
| Format: | 110x185 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-05-06 |
| Język wydania: | polski |
| Język oryginału: | chiński |
| Podmiot odpowiedzialny: | Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o. Tadeusza Kościuszki 37 30-105 Kraków PL e-mail: [email protected] |
Podobne do Być może się wydarzyło
Oceny i recenzje książki Być może się wydarzyło
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Q: Czytaliście lub macie w planach literaturę azjatycką? To moje drugie (bądź trzecie) podejście do literatury azjatyckiej. Za pierwszym razem było średnio udane, ale tym razem już od początku coś mnie wciągnęło. To ciekawe połączenie prozy, nowelki i trochę kryminału, osadzone w Chinach. Historia opowiada o samotności, presji pod filtrami i pokoleniu żyjącym w świecie ekranów. O ludziach, którzy w tym całym zgiełku próbują znaleźć bliskość. O ludziach, którzy krzyczą o pomoc w ciszy i zamykają się w popularnej tam aplikacji WeChat. Ten temat mocno do mnie trafia. Jeszcze niedawno potrafiłam przescrollować cały dzień, a teraz coraz bardziej staram się żyć spokojniej i bardziej „tu i teraz”. Poznajemy Mimi, a właściwie historię wokół niej. Po jej samobójstwie dziennikarz dostaje pięć dni na napisanie artykułu, który może zmienić jego życie. Rozmawia z jej rodzicami, ochroniarzem z osiedla, na którym mieszkała, i jej przyjaciółką. Próbuje zrozumieć, co doprowadziło ją do tej decyzji. Książka jest krótka, ma niespełna 200 stron, więc jest idealna na wieczór albo weekend. Podeszłam do niej bez większych oczekiwań, bo rzadko sięgam po takie klimaty, ale naprawdę mi się spodobała. To pierwsza książka tej autorki wydana po polsku i mimo że styl momentami był dla mnie niezrozumiały, to bardzo mi podszedł. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić, to zakończenie. Zostawiło mnie z wieloma pytaniami, niewyjaśnionymi tajemnicami i poczuciem takiego niedomknięcia. Ta książka nie będzie dla każdego, ale myślę, że znajdzie swoich odbiorców. A jeśli lubisz azjatyckie historie z nutą kryminału, osadzone w erze mediów społecznościowych, to warto po nią sięgnąć.
„Być może się wydarzyło” od Lu Min (Wydawnictwo Znak Literanova) Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej. Młoda kobieta o imieniu Mimi popełnia samobójstwo. Dziennikarz ma pięć dni, by napisać o tym najważniejszy artykuł w swojej karierze, co prowadzi go do śledztwa w świecie cyfrowym i poszukiwania autentycznych relacji oraz emocji wśród nowoczesnej, anonimowej rzeczywistości. Nie czytałem zbyt wielu książek literatury chińskiej - tylko pojedyncze pozycje - ale ta okazała się dla mnie z nich wszystkich najważniejsza i najlepsza. Już od pierwszej zapowiedzi byłem ciekawy „Być może się wydarzyło”, więc gdy tylko dostałem propozycję współpracy od wydawnictwa, nie czekałem ani chwili i od razu się zgłosiłem. Polski debiut Min okazał się lekturą, o którą nikt nie pytał, a każdy potrzebował - tworząc przy tym smutny obraz współczesnego społeczeństwa. Domyślam się, że podobne zjawiska są także w Polsce, choć może jeszcze nie na tak dużą skalę. „Być może się wydarzyło” opowiada o samotności wśród tłumu - o uczuciu, gdy żyjesz w centrum miasta, gdzie codziennie przewijają się setki ludzi, ale wszyscy są ci bardziej obcy niż ktokolwiek inny. Powieść pochłonąłem w jeden dzień, rozmyślając o naturze społeczeństwa, o tym, dokąd to wszystko zmierza i jak z tym walczyć. Byłem w Chinach i dobrze czułem się wśród tłumu - gdzie się nie obejrzałem, było naprawdę wielu ludzi, ale jednocześnie zachowana była prywatność. Nie wiem, jak czułbym się, mieszkając tam całe życie - to wykracza już poza granice mojej wyobraźni. Niemniej poruszane w książce problemy są mi bliskie nie tylko lokalnie, ale i w szerszym azjatyckim kontekście, w którym wirtualnie żyję na co dzień. Lu Min swoim polskim debiutem zrobiła na mnie ogromne wrażenie - szczególnie sceną z krzesłem. Scena rozmowy ze starszym panem zostawiła ślad w mojej psychice. Było to krzesło, na które przychodzili ludzie, by chociaż przez chwilę nie być sami - żeby po prostu z kimś pobyć. Ten starszy pan jako jeden z niewielu w książce naprawdę obserwował ludzi wokół, nie traktując ich jak duchy. Wzruszyła mnie ta scena. Dodatkowej głębi nadało dla mnie otwarte zakończenie - sprawiło, że świat książki nadal istnieje, nawet gdy czytelnik go nie śledzi. Obudziło to we mnie potrzebę rozmowy z innymi i omówienia zakończenia oraz związanych z nim refleksji. „Być może się wydarzyło” to świetny start przygody z literaturą chińską. Książka jest raczej skierowana do dojrzalszych czytelników, ponieważ wymaga większej meta-analizy i czytania między wierszami. Niemniej styl jest prosty i przystępny. Ja spędziłem z nią bardzo dobry czas - a historia (zwłaszcza scena z krzesłem) zostanie ze mną na bardzo długo. Właśnie dla takich momentów warto czytać książki.
Krótka książka chińskiej autorki, choć do przeczytania w jeden wieczór, pozostaje w pamięci na dłużej. Opowiada o samotności i świecie, w którym granica między rzeczywistością a wirtualnością coraz bardziej się zaciera. Główny bohater, dziennikarz, prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia Mimi. Poznaje ją poprzez rozmowy z jej bliskimi, kierowany nie tylko chęcią odkrycia prawdy, ale i zawodową ambicją.
Powieść, z elementami kryminału,, która zaczyna się jak klasyczne śledztwo, a szybko okazuje się czymś więcej. Towarzyszymy dziennikarzowi próbującemu napisać artykuł o tragedii młodej kobiety. Rozmawia z jej bliskimi, krąży po miejscach, które coś po sobie zostawiły, i próbuje zrozumieć, co właściwie mogło się wydarzyć. Fabuła jest zwięzła, tempo szybkie, zdania krótkie, a bohaterowie pojawiają się tylko na tyle, na ile są potrzebni, by popchnąć historię dalej. Rozbudowany portret psychologiczny dostałam tylko w kontekście głównego bohatera, i przyznam, że zabrakło mi szerszego kontekstu innych postaci. Jednocześnie wiem, że nie obyłoby się to bez wpływu na wydźwięk całokształtu. W tle wybrzmiewa mroczniejsze, bardzo współczesne spojrzenie na to, z czym mierzą się młodzi ludzie w Chinach: presja, codzienność, media, poczucie przytłoczenia. Bardzo podoba mi się pomysł, by na końcu oddać głos tłumaczce. Ma w sobie coś niepokojącego, dusznego, ale nie przytłacza nadmiernie podczas lektury. Są tu refleksje, (choć nie tak liczne jak się spodziewałam w tym gatunku) które zostają w głowie. Zaskoczyła mnie formą, bo to literatura piękna, ale w innym wydaniu niż to, do którego przyzwyczaili mnie polscy autorzy. Bardzo szybko się ją czyta, a jednocześnie atmosfera niepokoju trzyma do ostatniej strony. Kolejne krótkie sceny są czasem przewrotne, czasem czułe, innym razem tworzące duszny klimat. Jest zwarta, nieoczywista, niosąca więcej znaków zapytania niż odpowiedzi i zostawiająca z poczuciem, że pod prostą fabułą kryje się coś znacznie głębszego o świecie, w którym dominują presja i samotność.
W dużej metropolii chińskiej dochodzi do samob*ójstwa. Ofiara to młoda kobieta, a pewien dziennikarz ma 5 dni na napisanie chwytliwego artykułu w związku z tym zdarzeniem. Rozmawiając z najbliższymi nie dowiaduje się niczego, a współlokatorka i współwłaścicielka firmy kontaktuje się wyłącznie przez popularną aplikację i w taki sposób jaki jej odpowiada. Niedługa nowela nagradzanej w Chinach autorki, wydana w roku 2017. To pierwsza z powieści Lu Min przetłumaczona na język polski. Krótka, ale treściwa i rezonująca w myślach nieustannie. Temat samotności nie jest nowością. W świecie mediów społecznościowych możemy mieć "znajomych" w ilościach hurtowych, a w prawdziwym życiu...co to jest w ogóle prawdziwe życie, skoro my jako ludzie już coraz bardziej od niego odchodzimy. Wiemy tyle ile przeczytamy czy zobaczymy w sieci. Klikamy, przewijamy, czasem się zatrzymamy i "idziemy" dalej. Co jeśli ktoś nagle zapyta nas co lubi najbliższa osoba, jaki ma charakter pisma...ktoś jeszcze pisze normalnie? Kreujemy siebie w świecie nierzeczywistym, jesteśmy tam kim tylko chcemy, pokazujemy tyle ile chcemy i udajemy. We wszystkim udajemy, porzucając to co w realnym życiu. Zajmujemy się sobą, twierdząc,że inni nas nie interesują. Ja miałem, ja zrobiłem, ja widziałem, ja czułem...a gdzie w tym wszystkim drugi człowiek. Książka ukazuje świat społeczności chińskiej, ale czy różni się on od naszej....myślę, że nie. I my nieustannie biegniemy, spieszymy się, żyjemy gdzieś obok, bo ciągle coś, gdzieś, byleby tylko nie tu. Boimy się stanąć twarzą w twarz z żywym człowiekiem, a co dopiero z sobą. W prawdzie, bez masek i udawania. To trudne, ale może nie niemożliwe. Ciekawa, zmuszająca do refleksji, inna i zdecydowanie warta uwagi. Polecam.
Julian Tuwim powiedział: "Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, kiedy umrzesz". W tym zdaniu pobrzmiewa bardziej lub mniej uświadomiona potrzeba bycia zauważonym. Przeświadczenie, że dla kogoś się liczymy, jesteśmy ważni, nie zostaniemy zapomniani. Myślałam o tym, czytając prostą i smutną nowelę chińskiej autorki. Mimi umarła. Sama podjęła tę decyzję, odeszła cicho, zostawiając po sobie... No właśnie - co? Dziennikarz i niespełniony na razie pisarz próbuje odkryć motyw, który popchnął Mimi w objęcia śmierci. Rozmowy z rozwiedzionymi rodzicami dziewczyny, jej chłopakiem, przyjaciółką, paroma innymi osobami, które powinny (teoretycznie) sporo o niej wiedzieć, nie prowadzą do żadnego konkretnego wniosku. Z rozmów wyłaniają się fragmenty, które trudno ułożyć w całość. Każdy coś o niej wie, ale jest to wiedza szczątkowa, ulotna, często wykluczająca się. Dostajemy echo dziewczyny, cień jedynie, a nie osobę, która jeszcze chwilę wcześniej żyła, miała plany, kochała. Wydaje się, że tylko dziennikarzowi zależy na odkryciu prawdy, na poznaniu prawdziwej Mimi. Tyle że ile w tym ludzkiej ciekawości i współczucia, a ile konieczności napisania artykułu, a może i książki? Wszak każda nowa wiadomość jest przez niego ubierana w piękne słowa, niemal doskonale pasujące do kolejnego rozdziału powieści... Smutno tu. Podczas lektury i po niej zostaje przekonanie, że samotność jest wpisana w naturę ludzką. Przenosimy prawdziwe życie do świata wirtualnego wierząc, że to równorzędny zamiennik. Chyba nie.