Utracona
Miriam Georg
Książka
| Wydawnictwo: | LUNA |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa ze skrzydełkami |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 560 |
| Rok wydania: | 2026 |
O książce Utracona
Nowa powieść bestsellerowej pisarki Miriam Georg, autorki Sagi północnej Idealna lektura dla miłośników książek Ałbeny Grabowskiej i Kristin Hannah Laura doskonale pamięta opowieści swojej babci Änne o latach spędzonych na Śląsku, gdzie jako młoda dziewczyna pławiła konie w rzece i słuchała szumu topoli. Dopiero kiedy starsza pani zaczęła ciężko chorować, Laura zdała sobie sprawę, że nigdy nie zadała jej najważniejszych pytań… a teraz może być na to za późno. Przypadkowe odkrycie sprawia, żeLaura zaczyna wątpić w to, co dotąd uważała za prawdę o życiu swojej babci. Wyrusza do Polski, chcąc odnaleźć dawny dom rodzinny. To, czego dowie się po drodze, odkryje przed nią źródła traum, które od pokoleń kształtowały losy jej najbliższych. Kim była Änne? Co wydarzyło się na Śląsku? I dlaczego rodzina Laury uznała, że pewne wspomnienia nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego?Szczegółowe informacje na temat książki Utracona
| Wydawnictwo: | LUNA |
| EAN: | 9788368647679 |
| Autor: | Miriam Georg |
| Tłumaczenie: | Barbara Niedźwiecka |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa ze skrzydełkami |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 560 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-06-17 |
| Podmiot odpowiedzialny: | Luna Mierosławskiego 11a 01-527 Warszawa PL e-mail: [email protected] |
Podobne do Utracona
Inne książki Miriam Georg
Inne książki z kategorii Literatura piękna obyczajowa
Oceny i recenzje książki Utracona
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Każdy z nas skrywa mniejsze lub większe tajemnice, rzadko jednak bywa tak, że najbliższa nam osoba okazuje się kimś zupełnie innym, niż przez całe życie wierzyliśmy. „Utracona” Miriam Georg jest taką właśnie opowieścią, utkaną na kłamstwie mającym swe korzenie w okrucieństwach II wojny światowej, ale też w obsesyjnej miłości, która odcisnęła piętno na życiu trzech pokoleń kobiet. To najbardziej osobista książka w dorobku autorki, głęboko zakorzeniona w wojennych doświadczeniach jej własnej rodziny. I tę prawdę, ten autentyzm czuć tu na każdej stronie. Akcja powieści osadzona jest w dwóch przeplatających się liniach czasowych, które autorka prowadzi z dużym wyczuciem. Współcześnie zabiera nas do Frankfurtu w 2019 roku, gdzie poznajemy Anne, Ellen i Laurę. Śmierć babci, Anne, sprawia, że na jaw zaczynają wychodzić skrywane przez dekady sekrety. Zostawia to jej córkę i wnuczkę z dramatycznym poczuciem, że tak naprawdę nigdy nie znały kobiety, która była im tak bliska. I to właśnie potrzeba zrozumienia popycha Laurę do wyruszenia na Śląsk. Podróż do miejsc, w których przed laty żyła jej babcia, do starego majątku przekształconego na pensjonat, to droga do samego serca rodzinnego mroku. Kiedy do Laury dołącza jej matka, Ellen, a na ich drodze staje niespodziewany gość, z gęstej mgły milczenia i kłamstw wyłaniają się wstrząsające losy ich rodu. Dzięki drugiej ścieżce czasowej poznajemy tę historię wcześniej i dużo wnikliwiej, wkraczając w sam środek piekła wraz z młodym żołnierzem Karlem na Krymie w 1941 roku, a dwa lata później trafiając do majątku rodziny Thomke, gdzie wychowywała się Anne. To właśnie tutaj poznajemy rozdzierającą historię więcej niż jednej miłości, obsesji i powolnego upadku. Wojna, choć rozgrywa się gdzieś z boku, dotyka naszych bohaterów bardzo dotkliwie, odbierając im wolność oraz to, co kochają i co ich przodkowie budowali od stuleci. Odbiera im też poczucie bezpieczeństwa i nadzieję. Ale niszczycielska siła, jaką jest toksyczna miłość, potrafi ranić równie mocno co wybuchające pociski i naznacza losy rodziny Anne na zawsze. W tej powieści nie ma jednoznacznie dobrych lub złych bohaterów, są za to wybory, które ranią serce i rozdzielają na dziesiątki lat to, co miało być zawsze złączone. Dla mnie olbrzymią siłą tej powieści jest nie tylko odkrycie bolesnych tajemnic z przeszłości, ale też wnikliwe pochylenie się nad problemem dziedziczenia traum. Dzięki tej książce zrozumiałam, jak ważne jest domykanie spraw z przeszłości. Nawet jeśli wydaje nam się, że dawne sekrety dziadków czy pradziadków nas nie dotyczą, one swoimi niewidzialnymi mackami wciąż oplatają nasze serca i kształtują nasze własne lęki i relacje. „Utracona” jest powieścią, która znalazła miejsce w moim sercu. Historią przesiąkniętą bólem, ale i oczyszczającą siłą prawdy. Pozostawiła mnie ze wzruszeniem i refleksją nad moimi własnymi korzeniami. Jeśli więc szukacie książki, która poruszy w Was najczulsze struny, opowie o skomplikowanych relacjach i udowodni, że przed przeszłością nie da się uciec, to jest to tytuł dla Was.
Zatraciłam się w tej powieści całkowicie. Wpadłam w nią jak śliwka w kompot, albo jak sucharek w gorącą herbatę, nasiąkając każdą stroną. Zaczęłam wnikać w tę opowieść i nie było już odwrotu, na kilka dni zdominowała moje myśli. I wiecie co? Właśnie za to tak bardzo lubię powieści obyczajowe z historią w tle. Mają w sobie tę nostalgiczną moc przenoszenia nas w światy, których już nie ma, a które wciąż w nas rezonują. Miriam Georg zabiera nas w podróż na dwa fronty czasu. Z jednej strony poznajemy Laurę, która po latach uświadamia sobie, że o przeszłości ukochanej babci Änne nie wie prawie nic- a sekrety zaczynają się mnożyć i nawarstwiać. Przypadkowe znalezisko burzy jej dotychczasowy spokój i pcha do wyjazdu na Śląsk, by odnaleźć dawne rodzinne gospodarstwo. Z drugiej strony powoli odkrywamy, co tak naprawdę wydarzyło się tam przed laty, gdy młoda Änne pławiła jeszcze konie w rzece i słuchała szumu topoli. Ta wyprawa okazuje się bolesną lekcją o pokoleniowej traumie, której korzenie tkwią głębiej, niż ktokolwiek przypuszczał. „Utracona” to niezwykle intensywna historia o miłości, zdradzie, stracie i parzącym poczuciu winy. Autorka obrazuje w niej prawdę starą jak świat, a jednak wciąż przerażającą: to, co czynimy dzisiaj, rzuca długi cień. Nasze decyzje nie gasną wraz z nami- potrafią ukształtować, a czasem i naznaczyć losy kolejnych pokoleń. Styl autorki ma w sobie coś przejmującego, wręcz magnetycznego. Czytając, miałam nieodparte wrażenie, że stoję tam, na tym przepięknie położonym śląskim gospodarstwie, ramię w ramię z bohaterkami. Czułam ciężar ich trudnej codzienności i gęstniejące, duszne napięcie panującej wojny. To tam poznałam Änne- postać, która najbardziej wkupiła się w moje łaski, choć to skomplikowana relacja. Jej poczynania bywały trudne do pojęcia, momentami wręcz bolesne, a jednak potrafiłam wniknąć w jej motywy i z całego serca współodczuwać jej zmagania. Änne nie jest bohaterką stworzoną do tego, by ją bezrefleksyjnie lubić. Ale właśnie w tej szorstkości tkwi jej największa siła. Była do bólu autentyczna, ludzka i prawdziwa. Zupełnie inaczej niż Luise, do której serce lgnęło niemal natychmiast, z czystej sympatii. Muszę przyznać, że główny zwrot akcji udało mi się przewidzieć nieco wcześniej. Czy to popsuło mi lekturę? Ani trochę. Finałowe rozwiązanie nie straciło przez to nic ze swojej wagi, a ja pozostałam oczarowana tą historią od pierwszej strony aż po ostatnią kropkę. W posłowiu Miriam Georg wyznaje, że część tych wydarzeń oparła na autentycznych losach własnej rodziny. Przed napisaniem książki autorka osobiście odwiedziła Śląsk i wykonała tytaniczną pracę dokumentacyjną, co czuć w każdym opisie- ten research przyniósł po prostu powalający efekt. Dla mnie ta książka stała się też bardzo osobistym impulsem. Przypomniała, jak ważne jest, by rozmawiać z tymi, którzy pamiętają dawne czasy. Przeszłość potrafi nas ukształtować, nawet jeśli o niej nie mówimy. Warto więc pytać, póki jest kogo. Bo na niektóre pytania- jak boleśnie przekonały się Laura i jej matka- z czasem może być już bezpowrotnie za późno.