Powiedz nam, co myślisz!
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Zaloguj się, aby dodać opinię
Kryminał na talerzu
22/08/2022
opinia recenzenta nie jest potwierdzona zakupem
„Pojechałam do brata na południe" to szwedzka proza pióra Karin Smirnoff, autorki, która ma zająć się napisaniem kolejnych trzech tomów kryminalnej serii Millennium. Ten tytuł to jej debiut literacki. I to jaki! Jest to też pierwszy tom trylogii o rodzinie Kippów. Poza świetną okładką, pierwsze co książkę wyróżnia to styl, w jakim jest napisana. Mianowicie nie ma w niej znaków interpunkcyjnych. Poza kropką na końcu zdania i dużą literą na początku. Nie ma zaznaczonych dialogów, a język jest prosty, surowy, oschły. Mimo to, po kilku stronach już wpada się w świetny rytm, książka wciąga nie tylko ze względu na oryginalny zapis, ale i na dziwność, i surowość samej historii. Bo jest to opowieść Jany, która po latach nieobecności wraca do rodzinnego miasteczka. Już na wstępie kobieta zderza się ze ścianą wspomnień, mocno nieprzyjemnych, bo jej dzieciństwo do łatwych na pewno nie należało. Ojciec alkoholik, przemocowiec i matka, która na wszystko biernie patrzyła. Dzieci, nad którymi się znęcano, a mimo to społeczność tej małej wioski nie reagowała. To trudne wspomnienia, a surowy język tylko ten ból pogłębia. Czy teraz kobieta zdoła rozliczyć się z przeszłością? Dziwnie mocno przypadła mi do gustu ta powieść, jestem zaskoczona jak dobrze mi się ją czytało. Tak dobrze, że już teraz nie mogę się doczekać tomu drugiego! Polecam wszystkim szukającym w prozie czegoś innego, oryginalnego!
Anonimowy użytkownik
25/09/2024
opinia recenzenta nie jest potwierdzona zakupem
„Pojechałam do brata na południe" to szwedzka proza pióra Karin Smirnoff, autorki, która ma zająć się napisaniem kolejnych trzech tomów kryminalnej serii Millennium. Ten tytuł to jej debiut literacki. I to jaki! Jest to też pierwszy tom trylogii o rodzinie Kippów. Poza świetną okładką, pierwsze co książkę wyróżnia to styl, w jakim jest napisana. Mianowicie nie ma w niej znaków interpunkcyjnych. Poza kropką na końcu zdania i dużą literą na początku. Nie ma zaznaczonych dialogów, a język jest prosty, surowy, oschły. Mimo to, po kilku stronach już wpada się w świetny rytm, książka wciąga nie tylko ze względu na oryginalny zapis, ale i na dziwność, i surowość samej historii. Bo jest to opowieść Jany, która po latach nieobecności wraca do rodzinnego miasteczka. Już na wstępie kobieta zderza się ze ścianą wspomnień, mocno nieprzyjemnych, bo jej dzieciństwo do łatwych na pewno nie należało. Ojciec alkoholik, przemocowiec i matka, która na wszystko biernie patrzyła. Dzieci, nad którymi się znęcano, a mimo to społeczność tej małej wioski nie reagowała. To trudne wspomnienia, a surowy język tylko ten ból pogłębia. Czy teraz kobieta zdoła rozliczyć się z przeszłością? Dziwnie mocno przypadła mi do gustu ta powieść, jestem zaskoczona jak dobrze mi się ją czytało. Tak dobrze, że już teraz nie mogę się doczekać tomu drugiego! Polecam wszystkim szukającym w prozie czegoś innego, oryginalnego!