Raster Lichtensteina Agnieszka Wolny-Hamkało Książka
| Wydawnictwo: | Warstwy |
| Rodzaj oprawy: | Okładka twarda |
| Liczba stron: | 52 |
| Format: | 16.5x23.5cm |
| Rok wydania: | 2021 |
Podobne do Raster Lichtensteina
O książce Raster Lichtensteina
Po opublikowanych w 2020 roku Zerwanych rozmowach – wyborze wierszy, który stanowi podsumowanie dotychczasowej twórczości poetyckiej Agnieszki Wolny-Hamkało – nadchodzi zmiana. Autorka „Rastra Lichtensteina” bierze w nawias wcześniej stosowane strategie: rozpoznajemy językowe, utopijne abstrakcje, zimne miejskie obrazowanie i swego rodzaju katastrofizm w stylu „pulp”. Tym razem świat, o którym opowiada, jest rozbity i odwrócony, a chwilowe harmonie, w jakie układa się ziarno rastra, bardziej przypominają raporty mniejszości niż efektowny przegląd kampowych estetyk. To bardzo trudne – zobaczyć piękno w porażce codzienności. Jednym ten tom wyda się surowy, niepokojący, inni dostrzegą w nim intensywność poetyckiego poszukiwania.Szczegółowe informacje na temat książki Raster Lichtensteina
| Wydawnictwo: | Warstwy |
| EAN: | 9788365502766 |
| Autor: | Agnieszka Wolny-Hamkało |
| Rodzaj oprawy: | Okładka twarda |
| Liczba stron: | 52 |
| Format: | 16.5x23.5cm |
| Rok wydania: | 2021 |
| Język wydania: | polski |
| Podmiot odpowiedzialny: | Wydawnictwo Warstwy Przejście Garncarskie 2 50-107 Wrocław PL e-mail: [email protected] |
Inne książki Agnieszka Wolny-Hamkało
Inne książki z kategorii Poezja
Oceny i recenzje książki Raster Lichtensteina
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Dziś niedzielne spotkanie z poezją punktu, co sugeruje nam sama oprawa tomu. Odniesienia, zwrotnego, widzenia, orientacyjnego. Okładka już w dotyku zapowiada szorstkość i nieoczywistą teksturę, co potwierdza się po dotarciu do wnętrza i już za ten pierwszy sensualny kontakt, który co lektura mnie zaskakuje, tak blisko mi do Wydawnictwa Warstwy. Jest tu mieszanka językowych miraży i silnego stąpania po ziemi. Urwane w połowie myśli. Niecodzienne zestawienia. Logiczne obrazy, które za moment stają się całkowitą abstrakcją. Dla mnie to twórczość strukturalna. Nie jest gładka jak tafla wody, ale poszarpana i zataczająca nierównomierne kręgi. Niewątpliwie wyrazista. Chropowata i silnie zakorzeniona we współczesności, w jej bolączkach i tęsknotach.Można znaleźć skrawek siebie, by już za moment siebie zgubić. Na próżno szukać tu uniwersalnych znaczeń i przystrzyżonych do jedynego słusznego wzorca puent. Trzeba się przedzierać. Próbować coś dla siebie wyrwać, innym razem łagodniej wziąć w dłonie. Starać się wydobywać z poetyckich punktów swój własny sens, przesłanie, dźwięk, by szumiał w uszach na dłużej, bo sztampowej odpowiedzi na pytanie 'co autorka miała na myśli?' po prostu tu nie ma. Jest za to silny strumień indywidualizmu i spersonalizowanych doświadczeń. Przez ścianę słów przebija się nostalgia, niezrozumienie i słyszalne jest echo konformizmu. Napinanie umysłu to nieodłączny element tej lektury, bo konsystencja nie jest tu oczywista. Jednak czy nie o to właśnie chodzi w poezji? By wymagała od czytelnika. Kierowała go w głąb siebie, ale i siebie przekraczała. Pobudzała, a czasem wiodła pod górę. Wydzierała się schematom, a nie prowadziła przez równomierny takt i rymy oczywistości. Jeśli tak to zbiór "Raster Lichtensteina" jest najprawdziwszą poezją.
Dziś niedzielne spotkanie z poezją punktu, co sugeruje nam sama oprawa tomu. Odniesienia, zwrotnego, widzenia, orientacyjnego. Okładka już w dotyku zapowiada szorstkość i nieoczywistą teksturę, co potwierdza się po dotarciu do wnętrza i już za ten pierwszy sensualny kontakt, który co lektura mnie zaskakuje, tak blisko mi do Wydawnictwa Warstwy. Jest tu mieszanka językowych miraży i silnego stąpania po ziemi. Urwane w połowie myśli. Niecodzienne zestawienia. Logiczne obrazy, które za moment stają się całkowitą abstrakcją. Dla mnie to twórczość strukturalna. Nie jest gładka jak tafla wody, ale poszarpana i zataczająca nierównomierne kręgi. Niewątpliwie wyrazista. Chropowata i silnie zakorzeniona we współczesności, w jej bolączkach i tęsknotach.Można znaleźć skrawek siebie, by już za moment siebie zgubić. Na próżno szukać tu uniwersalnych znaczeń i przystrzyżonych do jedynego słusznego wzorca puent. Trzeba się przedzierać. Próbować coś dla siebie wyrwać, innym razem łagodniej wziąć w dłonie. Starać się wydobywać z poetyckich punktów swój własny sens, przesłanie, dźwięk, by szumiał w uszach na dłużej, bo sztampowej odpowiedzi na pytanie 'co autorka miała na myśli?' po prostu tu nie ma. Jest za to silny strumień indywidualizmu i spersonalizowanych doświadczeń. Przez ścianę słów przebija się nostalgia, niezrozumienie i słyszalne jest echo konformizmu. Napinanie umysłu to nieodłączny element tej lektury, bo konsystencja nie jest tu oczywista. Jednak czy nie o to właśnie chodzi w poezji? By wymagała od czytelnika. Kierowała go w głąb siebie, ale i siebie przekraczała. Pobudzała, a czasem wiodła pod górę. Wydzierała się schematom, a nie prowadziła przez równomierny takt i rymy oczywistości. Jeśli tak to zbiór "Raster Lichtensteina" jest najprawdziwszą poezją.
Dziś niedzielne spotkanie z poezją punktu, co sugeruje nam sama oprawa tomu. Odniesienia, zwrotnego, widzenia, orientacyjnego. Okładka już w dotyku zapowiada szorstkość i nieoczywistą teksturę, co potwierdza się po dotarciu do wnętrza i już za ten pierwszy sensualny kontakt, który co lektura mnie zaskakuje, tak blisko mi do Wydawnictwa Warstwy. Jest tu mieszanka językowych miraży i silnego stąpania po ziemi. Urwane w połowie myśli. Niecodzienne zestawienia. Logiczne obrazy, które za moment stają się całkowitą abstrakcją. Dla mnie to twórczość strukturalna. Nie jest gładka jak tafla wody, ale poszarpana i zataczająca nierównomierne kręgi. Niewątpliwie wyrazista. Chropowata i silnie zakorzeniona we współczesności, w jej bolączkach i tęsknotach.Można znaleźć skrawek siebie, by już za moment siebie zgubić. Na próżno szukać tu uniwersalnych znaczeń i przystrzyżonych do jedynego słusznego wzorca puent. Trzeba się przedzierać. Próbować coś dla siebie wyrwać, innym razem łagodniej wziąć w dłonie. Starać się wydobywać z poetyckich punktów swój własny sens, przesłanie, dźwięk, by szumiał w uszach na dłużej, bo sztampowej odpowiedzi na pytanie 'co autorka miała na myśli?' po prostu tu nie ma. Jest za to silny strumień indywidualizmu i spersonalizowanych doświadczeń. Przez ścianę słów przebija się nostalgia, niezrozumienie i słyszalne jest echo konformizmu. Napinanie umysłu to nieodłączny element tej lektury, bo konsystencja nie jest tu oczywista. Jednak czy nie o to właśnie chodzi w poezji? By wymagała od czytelnika. Kierowała go w głąb siebie, ale i siebie przekraczała. Pobudzała, a czasem wiodła pod górę. Wydzierała się schematom, a nie prowadziła przez równomierny takt i rymy oczywistości. Jeśli tak to zbiór "Raster Lichtensteina" jest najprawdziwszą poezją.
Dziś niedzielne spotkanie z poezją punktu, co sugeruje nam sama oprawa tomu. Odniesienia, zwrotnego, widzenia, orientacyjnego. Okładka już w dotyku zapowiada szorstkość i nieoczywistą teksturę, co potwierdza się po dotarciu do wnętrza i już za ten pierwszy sensualny kontakt, który co lektura mnie zaskakuje, tak blisko mi do Wydawnictwa Warstwy. Jest tu mieszanka językowych miraży i silnego stąpania po ziemi. Urwane w połowie myśli. Niecodzienne zestawienia. Logiczne obrazy, które za moment stają się całkowitą abstrakcją. Dla mnie to twórczość strukturalna. Nie jest gładka jak tafla wody, ale poszarpana i zataczająca nierównomierne kręgi. Niewątpliwie wyrazista. Chropowata i silnie zakorzeniona we współczesności, w jej bolączkach i tęsknotach.Można znaleźć skrawek siebie, by już za moment siebie zgubić. Na próżno szukać tu uniwersalnych znaczeń i przystrzyżonych do jedynego słusznego wzorca puent. Trzeba się przedzierać. Próbować coś dla siebie wyrwać, innym razem łagodniej wziąć w dłonie. Starać się wydobywać z poetyckich punktów swój własny sens, przesłanie, dźwięk, by szumiał w uszach na dłużej, bo sztampowej odpowiedzi na pytanie 'co autorka miała na myśli?' po prostu tu nie ma. Jest za to silny strumień indywidualizmu i spersonalizowanych doświadczeń. Przez ścianę słów przebija się nostalgia, niezrozumienie i słyszalne jest echo konformizmu. Napinanie umysłu to nieodłączny element tej lektury, bo konsystencja nie jest tu oczywista. Jednak czy nie o to właśnie chodzi w poezji? By wymagała od czytelnika. Kierowała go w głąb siebie, ale i siebie przekraczała. Pobudzała, a czasem wiodła pod górę. Wydzierała się schematom, a nie prowadziła przez równomierny takt i rymy oczywistości. Jeśli tak to zbiór "Raster Lichtensteina" jest najprawdziwszą poezją.