Książka
Martwe dziewczyny nie kłamią
Sonia Rosa
| Wydawnictwo: | Filia |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 328 |
| Format: | 135x205 |
| Rok wydania: | 2026 |
O książce Martwe dziewczyny nie kłamią
BYWA, ŻE ZŁO MA W SOBIE COŚ MAGNETYCZNEGO. ALE NIGDY NIE ZAPRASZAJ GO DO DOMU…
Tatuaż w kształcie ćmy na dekolcie, dżinsowe szorty odsłaniające zgrabne, opalone nogi i mocny makijaż podkreślający zjawiskową urodę – Laura ma siedemnaście lat i wygląd niegrzecznej, zbuntowanej dziewczyny. Nastolatka wydaje się jednak sympatyczna i niegroźna – świetnie potrafi grać kogoś, kim nigdy nie była, zwłaszcza kiedy chce osiągnąć własne cele.
Monika, zmęczona nadmiarem obowiązków młoda matka, poznaje Laurę na letnim festynie i pod wpływem chwili zaprasza ją do swojego życia, nie mając pojęcia, jak tragiczna w skutkach okaże się ich bliższa znajomość – zajęta domem i dzieckiem długo pozostaje ślepa na to, co się wokół niej dzieje. Odkrywa szokującą prawdę o Laurze dopiero, kiedy pewne granice zostają nieodwracalnie przekroczone.
Ale wtedy jest już za późno…
Bo Laura jest zła. Nie zagubiona, po prostu zła.
I to zło właśnie puka do drzwi domu, w którym mieszka Monika.
Dziewczyna z ćmą zawsze pozostawia po sobie zgliszcza. Nigdy nie zapraszaj jej pod swój dach.
Szczegółowe informacje na temat książki Martwe dziewczyny nie kłamią
| Wydawnictwo: | Filia |
| EAN: | 9788384417386 |
| Autor: | Sonia Rosa |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 328 |
| Format: | 135x205 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-10-21 |
| Podmiot odpowiedzialny: | Grupa Wydawnicza Filia Sp. z o.o Kleeberga 2 61-615 Poznań PL e-mail: [email protected] |
Podobne do Martwe dziewczyny nie kłamią
Inne książki Sonia Rosa
Oceny i recenzje książki Martwe dziewczyny nie kłamią
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Macie ochotę spędzić wieczór trzymający w napięciu? Są takie książki, które przyciągają magnetycznym, mrocznym klimatem od pierwszej strony. Najnowszy thriller Sonii Rosa to prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Miałam ogromne szczęście przeczytać go przedpremierowo i uwierzcie mi – ta historia nie pozwala zasnąć, dopóki nie pozna się prawdy! Jeśli szukacie czegoś, co oplecie Was gęstą atmosferą, trafiliście idealnie! „Martwe dziewczyny nie kłamią” to mroczny thriller psychologiczny w klimacie domestic noir, w którym największe niebezpieczeństwo wkracza bezpośrednio do domowego azylu. Poznajemy Monikę – młodą, skrajnie zmęczoną obowiązkami matkę, oraz jej męża Ignacego, narcyza i wykładowcę akademickiego, który notorycznie ucieka od odpowiedzialności i wdaje się w romansy. Podczas letniego festynu Monika poznaje 17-letnią Laurę – zbuntowaną dziewczynę o zjawiskowej urodzie, z charakterystycznym tatuażem ćmy na dekolcie. Pod wpływem chwili zmęczona matka postanawia zatrudnić nastolatkę do pomocy w domu. Laura pod maską sympatycznej dziewczyny skrywa naturę genialnej, bezwzględnej manipulatorki. Krok po kroku owija sobie domowników wokół palca, zaczyna uwodzić męża Moniki i wprowadza w ich życie destrukcyjne kłamstwa. Gdy Monika w końcu zaczyna dostrzegać sieć intryg, dochodzi do brutalnego punktu zwrotnego – Laura ginie w tajemniczych okolicznościach, a na jaw zaczynają wychodzić głęboko skrywane, toksyczne sekrety. To przerażające studium czystego zła, manipulacji (w tym zjawisk takich jak gaslighting) oraz bolesnych konsekwencji wpuszczenia obcej osoby do własnego życia. Fabuła to majstersztyk budowania napięcia. Autorka zabiera nas w podróż pełną sekretów, kłamstw i niedomówień, gdzie granica między prawdą, a iluzją niemal całkowicie się zaciera. Każdy rozdział podrzuca nowe tropy, a kiedy wydaje się, że już wszystko wiecie... Sonia Rosa bezlitośnie burzy Wasze teorie. Bohaterowie są genialnie wykreowani – skomplikowani, wielowymiarowi i do bólu autentyczni. Ich ból, strach i desperację czuje się całą sobą. Ta historia wywołuje całą paletę skrajnych emocji: od czystej frustracji, przez współczucie, aż po gęstniejący z każdym rozdziałem strach. Styl pisania autorki jest niezwykle lekki, a zarazem dosadny. Książkę dosłownie się pochłania! Tempo akcji nie zwalnia ani na moment – dynamiczne zwroty akcji przeplatają się z psychologiczną głębią, tworząc mieszankę, od której nie sposób się oderwać choćby na minutę Komu polecam? Każdemu fanowi mocnych thrillerów psychologicznych oraz historii, które trzymają w napięciu do ostatniego zdania. Jeśli lubicie mroczne sekrety i skomplikowane relacje międzyludzkie, koniecznie zapiszcie ten tytuł i wypatrujcie jutrzejszej premiery! Moja ocena: 9/10 BRUNETTE BOOKS
Kawusię możecie sobie zrobić. Kocyk też przygotować. Tylko nie miejcie później do mnie pretensji, że zamiast błogiego relaksu dostaniecie ochotę na przeprowadzenie dokładniejszej selekcji znajomych. Dzisiejsza recenzja dotyczy książki pt. „Martwe dziewczyny nie kłamią” Soni Rosy, wydane przez wydawnictwo Filia. To niepozorna objętościowo książka, która zdecydowanie nie służy do poprawiania sobie humoru. Nieco ponad trzysta stron, a człowiek szybko przestaje patrzeć na jej grubość i zaczyna zastanawiać się, kogo właściwie można bezpiecznie wpuścić do własnego życia. Historia wciąga, ale uprzedzam, to nie jest lektura przy kawusi z kocykiem na nogach w rozumieniu „odpocznę sobie, wyciszę głowę i będzie przyjemnie”. Kawusia może zostać. Z wyciszeniem głowy radzę się pożegnać. To już kolejne spotkanie z autorką i ogromnie ciesze się, że z każdą kolejną książką cenię autorkę bardziej, a co będzie, jak poznam wszystkie jej pozycje? Już zacieram ręce. Wracając do naszej dzisiejszej bohaterki, w centrum tej historii stoi Monika, młoda matka zmęczona codziennymi obowiązkami. Dom, dziecko, kolejne sprawy do załatwienia i odpowiedzialność, której nie da się odłożyć na półkę z dopiskiem „wrócę, kiedy odpocznę”. Jakże znany mi temat. Podczas letniego festynu poznaje siedemnastoletnią Laurę. Dziewczyna przyciąga uwagę urodą, mocnym makijażem i charakterystycznym tatuażem ćmy na dekolcie. Wygląda na zbuntowaną nastolatkę, ale potrafi sprawiać sympatyczne, niewinne wrażenie. Szczególnie wtedy, kiedy czegoś chce. Monika, pod wpływem chwili, dopuszcza ją do swojego świata, nie wiedząc, jak tragiczne skutki będzie miała ta decyzja. Zajęta codziennością, zbyt długo nie dostrzega tego, co dzieje się blisko niej. Kiedy poznaje prawdę, pewnych granic nie można już przywrócić. Nie będę kłamać, że teraz będę miała obawy co do osób z takim tatuażem. hihi. Już sam ten punkt wyjścia jest nieprzyjemnie bliski zwykłemu życiu. Przecież nowe znajomości nie zaczynają się od wręczenia dokumentacji z wyszczególnionymi intencjami. Szkoda, swoją drogą. Człowiek przejrzałby załączniki, postawił odpowiedni krzyżyk i oszczędził sobie kilku katastrof. Tutaj niebezpieczeństwo ma twarz osoby, którą można spotkać podczas letniej imprezy. Rozmawia z nami, robi określone wrażenie, stopniowo przestaje być obca. No bo sami powiedzcie, w takim układzie przeraża chyba nie tylko mnie, to jak niewiele potrzeba, żeby ktoś uzyskał dostęp do naszej codzienności. Nie tylko do mieszkania, lecz także do słabości, zmęczenia i miejsc, w których najłatwiej nas zranić. brr… To takie dzisiejsze prawda? Laura budzi niepokój właśnie przez rozdźwięk między tym, jak potrafi się zaprezentować, a tym, co naprawdę nią kieruje. Jej młody wiek może skłaniać do pobłażliwości, do szukania usprawiedliwień, do uznania pewnych zachowań za zwykły bunt. Tymczasem opis książki od początku uprzedza, że mamy do czynienia z kimś, kto świadomie przybiera potrzebną mu rolę. Dla mnie to bardzo niepokojący pomysł na bohaterkę. Uśmiech nie daje przecież żadnej gwarancji dobrych zamiarów, a sympatyczna rozmowa nie zastępuje poznania człowieka. Pomyślmy, jak często sami oceniamy kogoś po pierwszym wrażeniu? Z kolei przy Monice warto na chwilę powstrzymać odruch wydawania wyroków. Z pozycji czytelnika, który już po opisie wie, że nadciąga katastrofa, łatwo powiedzieć: „Kobieto, przecież to podejrzane!”. Tyle że ona nie przeczytała tylnej okładki własnego życia. Nie dostała ostrzeżenia od wydawnictwa ani podpowiedzi, przy którym spotkaniu powinna zatrzasnąć drzwi. Ma za to obowiązki i zmęczenie. Można zastanawiać się nad jej decyzjami, można się z nimi nie zgadzać, ale jej sytuacja przypomina, jak bardzo przeciążenie wpływa na naszą uważność. Kiedy codziennie trzeba dopilnować wszystkiego, coś w końcu umyka. To nie oznacza, że zasługujemy na krzywdę ze strony osoby, która potrafi to wykorzystać. W tej historii szczególnie podziałało na mnie zagrożenie związane z domem. Miejscem, w którym my wszyscy chcielibyśmy wreszcie przestać być czujnym. Zdjąć buty, odetchnąć i nie analizować każdej rozmowy, być sobą w miejscu, które ma nas chronić i dawać poczucie bezpieczeństwa. Perspektywa, że właśnie tam pojawia się ktoś zdolny wykorzystać nasze zaufanie, odbiera poczucie wygody skuteczniej niż niejeden mroczny zaułek, bo zaułek możemy ominąć, lecz trudniej przyjąć do wiadomości, że niepokój dotyczy osoby, którą sami dopuściliśmy blisko.