Książka
Mandolina kapitana Corellego
| Wydawnictwo: | Noir Sur Blanc |
| Rodzaj oprawy: | Okładka twarda |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 624 |
| Rok wydania: | 2026 |
O książce Mandolina kapitana Corellego
„Mandolina kapitana Corellego” to nie jest zwykły wojenny romans. To mistrzowsko skomponowana, epicka, a zarazem intymna narracja, w której tragizm historii idealnie łączy się z nieskrępowanym humorem. Piękny, poetycki język zderza się z okrucieństwem wojny, ukazując niezłomność ludzkiego ducha. To wzruszająca opowieść o muzyce, przyjaźni, poświęceniu i ponadczasowej sile miłości. Na skąpanej w słońcu greckiej wyspie Kefalonii, w mrocznych czasach II wojny światowej życie Pelagii, pięknej i niezależnej córki miejscowego doktora, zostanie wywrócone do góry nogami, gdy w jej domu zamieszka oficer włoskich wojsk okupacyjnych, Antonio Corelli. Szybko okaże się, że jest niepoprawnym optymistą, który chętniej dzierży w dłoni mandolinę niż karabin. Dzieli ich niemal wszystko: wojna, obowiązki i narzeczony Pelagii, grecki partyzant. Mimo to nie zdołają oprzeć się rozkwitającemu uczuciu. Jak potoczą się losy dumnej Greczynki i ekscentrycznego kapitana? Na jakie próby wystawi ich historia? Czy ta miłość przetrwa, gdy na wyspie rozpęta się prawdziwe piekło wojny? Na podstawie tej wzruszającej i zabawnej powieści Louisa de Bernieresa powstał film z Nicolasem Cage’em i Penélope Cruz w rolach głównych, który sprawił, że książka jest międzynarodowym bestsellerem.Szczegółowe informacje na temat książki Mandolina kapitana Corellego
| Wydawnictwo: | Noir Sur Blanc |
| EAN: | 9788384031117 |
| Rodzaj oprawy: | Okładka twarda |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 624 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-09-30 |
| Podmiot odpowiedzialny: | Oficyna Literacka Noir sur Blanc Spółka z o.o. ul. Frascati 18 00-483 Warszawa PL e-mail: [email protected] |
Podobne do Mandolina kapitana Corellego
Inne książki z kategorii Literatura obca
Oceny i recenzje książki Mandolina kapitana Corellego
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Miłość tytułowego Corellego i Pelagii rozkwita w trudnych, wojennych realiach. Ona pokochała jego czułość, humor, dobre serce i... dźwięki mandoliny. On pokochał jej buntowniczego, niezależnego ducha, delikatność i bystry umysł. Powinni być wrogami – włoski kapitan i dumna Greczynka. Ale w świecie Bernièresa nic nie jest proste, banalne i czarno-białe. Ani miłość, ani wojna, ani ludzkie losy, serca i charaktery. "Mandolina kapitana Corellego" zaskoczyła mnie nie tylko swoim epickim rozmachem (niemal 620 stron), ale też mnogością i złożonością postaci, inteligentną prozą i dużą dawką humoru (a nawet satyry) – ma w sobie ciepło, empatię i optymizm, które nadają historii głęboko ludzki wymiar. Powieść została wydana w 1994 roku – i gawędziarski, tradycyjny styl dodaje jej uroku. Bernières zapełnia strony obrazami, smakami i zapachami oraz łączy historię drugiej wojny światowej z indywidualnymi ludzkimi losami. Zagłębia się w kwestie miłości, przyjaźni, poświęcenia i moralności. Opowiada o brutalności wojny, zdradzie, ciężarze straty, przebaczeniu oraz sile ludzkiego ducha. Powieść ogrzewa i łamie serce, wzrusza, wstrząsa, wywołuje uśmiech i refleksję. Zamiast banalnego wojennego romansu otrzymujemy słodko-gorzką, realistyczną historię, czasami piękną, czasami okrutną – tak jak ludzkie życie. "Mandolina kapitana Corellego" urzekła mnie piękną prozą, ciepłem i humorem, poruszającą historią miłości w cieniu wojny i kulturowo-historycznym tłem. Imponująca i satysfakcjonująca lektura (wymagająca czasu i uwagi), warto.
Po niektóre książki sięgamy z konkretnym wyobrażeniem w głowie, a kończymy lekturę, przecierając oczy ze zdumienia, jak bardzo okazały się oryginalne i odbiegające od naszych założeń. Właśnie tak miałam z „Mandoliną kapitana Corellego” Louisa de Bernières’a. Wybierałam tę powieść z myślą o urokliwej i emocjonującej, nieco romantycznej historii osadzonej na skąpanej w słońcu greckiej wyspie (z wojną w tle). Tymczasem dostałam do rąk wielowymiarowe dzieło, które bezapelacyjnie zasłużyło na miano klasyki. Bo umówmy się: „Mandolina kapitana Corellego” to bynajmniej nie jest banalne romansidło. To przede wszystkim przejmujący, nakreślony z rozmachem portret niezwykle dumnej społeczności Kefalonii, która na miarę swoich skromnych sił stawia opór okupacji. De Bernières z wyczuciem oddaje koszmar II wojny światowej, serwując nam zaprawiony goryczą komentarz na temat absurdu decyzji politycznych przywódców. To brutalny obraz tego, co się dzieje, gdy specyficzni dyktatorzy próbują naginać świat do własnych, znikczemniałych zachcianek. Powieść urzeka misterną strukturą- autor przeplata narrację pierwszo- i trzecioosobową, wciągając nas bez reszty w wojenny świat widziany od środka. Zamiast bezdusznych podręcznikowych opisów dostajemy perspektywę zwykłych ludzi i żołnierzy, pchniętych w tryby machiny wojennej wyłącznie z poczucia obowiązku. Poznajemy Carla Guercio, który z szokiem i rosnącą odrazą uświadamia sobie, że w tej walce nie ma ani ziarna racjonalnego usprawiedliwienia. I tu objawia się największa magia książki: De Bernières kapitalnie pokazuje, jak zacięci wrogowie powoli stają się sobie bliscy. Wystarczy jedno pęknięcie w pancerzu wojennej propagandy, by dostrzec w drugim człowieku te same lęki, te same tęsknoty i zwykłe, ludzkie odruchy. Na szczególną uwagę zasługuje galerii postaci, które De Bernières skreślił z niezwykłą starannością. Na początku poznajemy doktora Iannisa- człowieka niezwykle łagodnego, mądrego i życzliwego, czyli dokładnie takiego ojca, jakiego każdy z nas chciałby mieć u swojego boku. Równie mocno łapie za serce historia Carla Guercio, homoseksualnego żołnierza, wyróżniającego się niezwykłą wielkodusznością i czystą miłością, jaką darzy swoich towarzyszy broni. Sam kapitan Antonio Corelli to typ zdecydowanie bardziej muzykalny niż wojskowy, który w mgnieniu oka podbija serce czytelnika swoim nonszalanckim urokiem. A kiedy założył wśród swoich podwładnych „operowy klub latrynowy”, kupił mnie już absolutnie! Wreszcie mamy Pelagię- śliczną wiejską dziewczynę i obiekt westchnień niemal każdego żołnierza na wyspie. Co kluczowe, to postać niezwykle wielowymiarowa, mająca w sobie znacznie więcej głębi, siły i rozumu, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Każdego z tych bohaterów w którymś momencie dotyka bezwzględny los. Momentami fragmenty poświęcone szczegółowym manewrom wojskowym potrafiły mnie nieco znużyć. Zdecydowanie wolałam wracać do relacji i prywatnych losów moich ulubieńców niż śledzić taktyczne ruchy na mapie. Największym zaskoczeniem okazało się dla mnie to, jak bardzo pomyliłam się co do samej natury tej powieści. Oczekiwałam klasycznego romansu z historyczną otoczką, a otrzymałam imponującą opowieść o szukaniu spokoju, o ludzkiej solidarności i wsparciu. To piękna lekcja na temat tego, jak istotne jest poszukiwanie własnych inspiracji i zachowanie życzliwości nawet wtedy, gdy świat wokół nas zdaje się rozpadać na kawałki. „Mandolina kapitana Corellego” nie bez powodu stała się pozycją kultową- to jedna z tych historii, które zostają w człowieku na dłużej. Tymczasem chętnie obejrzę ekranizację!
Opis powieści mnie zaintrygował, jej wydanie zachwyciło, a gabaryty nieco przeraziły, ale nie spodziewałam się, że ta historia, w której humor i okrucieństwo są niczym najlepsi sąsiedzi, tak mną zawładnie. To jedna z najpiękniejszych i najbardziej wartościowych powieści, jakie w tym roku przeczytałam. Kefalonia w „Mandolinie kapitana Corellego” ma w sobie mnóstwo uroku, ale Louis de Bernières nie pozwala nam długo patrzeć na nią wyłącznie jak na słoneczną grecką wyspę. Najpierw przywiązuje nas do jej mieszkańców, rozśmiesza ich sprzeczkami i codziennymi dziwactwami, a potem pokazuje, jak bezbronny jest ten świat wobec wojny. I dlatego tak trudno było mi czytać o jego zniszczeniu, bo chodziło o ludzi, których zdążyłam pokochać, a nie jedynie o odległą historię. Fabuła tej powieści meandruje, nie zmierza prosto do celu. Autor zmienia perspektywy, wplata listy, osobiste wyznania i polityczną groteskę, a tytułowemu kapitanowi każe na siebie poczekać ponad dwieście stron. Historyczne dygresje wymagają cierpliwości i chwilami miałam ochotę szybciej wrócić do mieszkańców wyspy. Z drugiej strony właśnie ten rozległy obraz pozwala zobaczyć, jak cudze ambicje i ideologie wdzierają się w życie zwyczajnych ludzi. Życie doktora Janisa, jego córki Pelagii i innych mieszkańców wyspy toczy się swoim spokojnym rytmem, dopóki nie zakłóca go wojna. W ich domu zostaje zakwaterowany włoski kapitan, któremu zdecydowanie bardziej do twarzy z mandoliną niż z bronią. Antonio Corelli potrafi rozbroić humorem, ale przecież nadal jest okupantem, a Pelagia ma narzeczonego. Rodzące się uczucie nie unieważnia tych okoliczności. Choć serce najwyraźniej nie zamierza konsultować swoich wyborów ani z rozsądkiem, ani z patriotycznym obowiązkiem. Podobało mi się, że bliskość wyrasta tu ze wspólnej codzienności, muzyki i stopniowego dostrzegania człowieka pod mundurem. Szczególnie polubiłam doktora Janisa. Jego uszczypliwość i rozmowy z córką dają tej historii dużo ciepła, nawet gdy oboje uparcie obstają przy swoim. To ojciec, który dostrzega więcej, niż Pelagia chciałaby mu zdradzić, a za żartami kryje troskę i własne doświadczenie miłości. Nie jest jednak jedynym bohaterem, który mnie poruszył. Wyznania Carla, dobrodusznego olbrzyma, odsłaniają samotność człowieka zmuszonego ukrywać swoje uczucia. Jego potrzeba bliskości i lęk przed odrzuceniem sprawiają, że trudno sprowadzić tę powieść do romansu dwojga głównych bohaterów. Dużo śmiechu niesie ta powieść, szczególnie pierwsza jej część, ale nie umniejsza on rozgrywającej się tragedii. Wręcz przeciwnie, uświadamia, ile wojna odbiera poza samym poczuciem bezpieczeństwa: możliwość kochania bez strachu, wspólnego muzykowania, planowania przyszłości. Boli też bezradność wobec rozkazów i podziałów, które każą widzieć w drugim człowieku przede wszystkim wroga. Jeśli lubicie powieści, w których ludzie i ich uczucia zostają rzuceni w wir historii, to ta powieść Was oczaruje, ale i Wami wstrząśnie. Mnie pozostawiła z poczuciem nostalgii za tym pięknym, zwyczajnym czasem na Kefalonii, którym nie targały wojenne zawieruchy, i ze smutną refleksją, że to, co na co dzień bierzemy za pewnik, w obliczu wielkiej historii potrafi zniknąć w mgnieniu oka.